Dysautonomie

Jak pisałem w innych rozdziałach, nasz autonomiczny (niezależny od woli) układ nerwowy składa się z dwóch części, współczulnego i przywspółczulnego. W nerwicy następuje rozchwianie równowagi między nimi. Ale jest cała grupa schorzeń, w których ta równowaga jest zaburzona na poziomie organicznym. Zbiorcze określenie to dysautonomia.

Mamy tu dość poważny problem diagnostyczny. Nerwica i dysautonomia często dają identyczne objawy. W praktyce oznacza to, że przynajmniej w Polsce mnóstwo pacjentów z zaburzeniami układu autonomicznego dostanie po prostu diagnozę nerwicy, po czym będzie szprycowanych psychotropami przez czasem kilkadziesiąt lat, bez dużej poprawy stanu zdrowia.

Być może jest tak, że niekiedy dysautonomia jest po prostu objawem niedoboru pokarmowego, podobnie jak nerwica lękowa może być takim objawem. Ale są sytuacje, gdy jest to objaw jakiegoś fizycznego uszkodzenia, na przykład porażenia nerwów przez infekcję wirusową, albo fizycznego ucisku na któryś nerw.

Na tym właśnie często polega zjawisko dysautonomii, dochodzi do porażenia bądź nadwrażliwości jakiegoś fragmentu organizmu, odpowiedzialnego za regulację „stosunków” pomiędzy układem współczulnym a przywspółczulnym. W efekcie jeden z nich reaguje zbyt mocno, drugi zbyt słabo. Ale może to dotyczyć tylko jednego fragmentu czy aspektu ciała, na przykład tylko tętna. Albo ciśnienia krwi. Szybkości oddechu. Potliwości. Może kombinacji kilku z nich, może też być tak, że w jednym aspekcie przewagę ma jeden z układów, w innym drugi. Możliwości są niemal nieskończone.

Nie sposób na witrynie internetowej omówić całego zagadnienia, gruba książka mogłaby się okazać zbyt krótka na opis wszystkich możliwych dysautonomii. Chciałem tylko zaznaczyć, że takie choroby istnieją i rzadko kiedy będą w Polsce prawidłowo diagnozowane. Bo jaki pacjent w Polsce, zanim dostał diagnozę nerwicy, miał przeprowadzony chociażby podstawowy test ortostatyczny, coś, co może wykonać w gabinecie lekarz pierwszego kontaktu?

Opiszę najprostszy test, który każdy może wykonać samodzielnie w domu. Zrobienie tego w warunkach domowych jest pozornie łatwe, ale człowiek bez wykształcenia medycznego może popełnić na każdym etapie błąd, z którego nie zdaje sobie sprawy. Dlatego taki samodzielnie wykonany test może być co najwyżej wskazówką do tego, by powtórzył go lekarz, jeśli wyniki będą mocno niepokojące.

Wygląda to banalnie. Kładziemy się wygodnie i leżymy przez 5 minut. Mierzymy domowym aparatem tętno i ciśnienie krwi. Wstajemy, stoimy spokojnie przez 3 minuty, mierzymy tętno i ciśnienie jeszcze raz, pamiętając, by ręka nie zwisała luźno wzdłuż ciała, tylko była ułożona na wysokości serca, w takiej pozycji jak w klasycznym pomiarze siedząc.

Spadek skurczowego (tego wyższego) powyżej 20, lub rozkurczowego powyżej 10 jednostek jest wskazaniem diagnozy niedociśnienia ortostatycznego. Dodatkowo, wzrost tętna powyżej 40 uderzeń na minutę jest wskazaniem diagnozy tachykardii ortostatycznej. Te dwie diagnozy towarzyszą bardzo dużej części zaburzeń dysautonomicznych.