Skąd się bierze nerwica lękowa?


Coś, co chyba najbardziej chorych interesuje - jak do tego doszło? Co to jest? Skąd się wzięło?

Aby rozwinęła się nerwica, muszą być spełnione dwa warunki. Po pierwsze, nasz mózg musi być w jakiś sposób uwrażliwiony na stres - tutaj swoją rolę grają niedobory pokarmowe i schorzenia. Po drugie, musi występować chroniczny, ostry stres. Oczywiście gdy któryś z tych czynników występuje w naprawdę dużym natężeniu, to wystarczy do wywołania choroby. Zarówno bardzo silne zaburzenia (np silna nadczynność tarczycy albo skrajny niedobór magnezu), jak i bardzo mocny i długotrwały stres mogą wywołać ataki paniki samodzielnie.

Czynniki fizjologiczne są zbyt złożone i jest ich zbyt wiele, aby poddać je szczegółowej analizie, dlatego skupię się jedynie na mechanizmie stresu.

Będę teraz używał języka potocznego, więc osoby mające wykszłtacenie medyczne proszę o wybaczenie - nieścisłości w poniższych akapitach mają za zadanie ułatwić przekaz i pomóc go zobrazować ludziom bez takiego wykształcenia. W naszym ciele znajduje się coś, co ma nazwę "autonomiczny układ nerwowy". Jest to ta cześć "mózgu", która działa niejako niezależnie od nas - wszystkie te komórki nerwowe, które odpowiadają za nasz stan emocjonalny. Składa się on z dwóch pozostających w równowadze elementów - układu współczulnego i przywspółczulnego.

W bardzo dużym skrócie, każde zwierzę na ziemi może być w jednym z dwóch stanów - jeden to pobudzenie, występujące w czasie walki czy ucieszki, drugi zaś - relaks, gdy można spokojnie jeść, nie przejmować się otoczeniem. Zapasy energii które zwierzęta mogą zużywać do życia są bardzo ograniczone, dlatego natura "wymyśliła" ten podział - w momencie gdy walczymy, przestajemy trawić, gdy zaś spokojnie jemy i odpoczywamy, nie tracimy sił na ciągłe rozglądanie się i wypatrywanie zagrożeń. Ta "pobudzająca" faza jest sterowana przez układ współczulny, zaś ta "relaksująca" - przez przywspółczulny.

Nerwicę lękową można zdefiniować jako nadmierne pobudzenie układu współczulnego. Bez przerwy jesteśmy w fazie "uciekaj albo walcz", bez przerwy jesteśmy zdenerwowani, bez przerwy szukamy zagrożeń. Jesteśmy na granicy ataku paniki (ich mechanizm opisałem w rozdziale im poświęconym), czasem takie permanentne pobudzenie jest opisywane jako "zespół lęku uogólnionego".

W jaki sposób powstaje to "błędne koło" nerwicowe? Wyobraźmy sobie jakiś bodziec. Może to być na przykład przejeżdżająca pod oknem co rano śmieciarka. Zdrowy człowiek nie zareaguje na nią, ale przy pobudzeniu układu współczulnego wszędzie wypatrujemy zagrożeń. Nawet gdy ich nie ma, jesteśmy podświadomie przekonani, że coś tam zaraz za rokiem się na nas czai. Ta śmierciarka staje się dla nas tym, czym kiedyś był tygrys albo niedźwiedź. Albo wojownik z sąsiedniego plemienia. Nie śpimy całą noc, gdyż "wiemy", że jak zaśniemy, zagrożenie nas zaskoczy. Przez to jesteśmy coraz bardziej zirytowani i jeszcze bardziej się nakręcamy, stajemy się źli na siebie, bo nie możemy zasnąć. W efekcie nasza złość skupia się na tej śmieciarce - przez co jeszcze bardziej zajmuje ona nasz umysł i jeszcze mocniej kojarzy mu się z zagrożeniem! Powstaje rodzaj błędnego koła.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z otaczającymi nas ludźmi. Gdy jesteśmy pobudzeni układem współczulnym, w każdym widzimy potencjalnego wroga. Każda rozmowa zamienia się w sprzeczkę. Stajemy się po prostu niesamowicie irytujący, napompowani jakąś niezrozumiałą dla innych agresją. W efekcie ludzie stają się wobec nas mniej lub bardziej otwarcie wrodzy. Przez ciągłe sprzeczki i konflikty stajemy się jeszcze bardziej zirytowani, ciągle czujemy się przez otoczenie atakowani - dla mózgu nie ma znaczenia, że sami wywołaliśmy agresję, on po prostu widzi zagrożenie i pobudza wydzielanie hormonów odpowiedzialnych za postawę "uciekaj albo walcz".

Swoją drogą, tutaj też jest miejsce dla nerwicy natręctw - przy takim nadmiernym pobudzeniu chorzy często racjonalizują sobie swój podświadomy strach, wykonując wielokrotnie te same czynności albo np obgryzając paznokcie. Przedmioty na których skupia się ich natręctwo stają się uosobieniem tego podświadomie odczuwalnego zagrożenia, a ich zachowanie - symboliczną "walką" czy oswajaniem.

Na stronce skupiam się głównie na wpływie niedoborów pokarmowych i schorzeń - one właśnie potrafią sprawić, że poziom hormonów stresu znacząco rośnie, że bodźce które normalnie nie mają znaczenia, nagle wytrącają nas z równowagi. Ale mam nadzieję, że każdy już jasno widzi inną możliwość terapii - przerwanie tego "kręgu nerwicowego" poprzez zmianę zachowań. Jeśli zmusimy się do tego, by zachowywać się sympatycznie, otoczenie przestanie nas "atakować", w efekcie układ współczulny zacznie stopniowo się wygaszać. Podobny efekt daje medytacja, rozciąganie czy relaksacja, opisane w innym rozdziale. Wystarczy że rozluźnimy mięśnie, a bodźce które normalnie nas "nakręcały" nagle staną się obojętne - i stopniowo będziemy wędrować w stronę równowagi z układem przywspółczulnym.