Mechanizm ataków paniki


Zapewne każdy, kto przeżył atak paniki, zadawał sobie pytanie - co to do cholery jest? Pamiętam moje pierwsze ataki, nie miałem pojęcia co się dzieje. To był strach, ale ja się nigdy nie bałem - więc nie byłem w stanie rozpoznać tego stanu! Działo się coś dziwnego, serce szybko biło, brakowało powietrza, ale nie umiałem tego połączyć. Dopiero po wielu, wielu godzinach w internecie w końcu trafiłem na odpowiedź - bałem się!

Chyba nie da się wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie miał ataku, na czym on polega. Dlatego zresztą ludzie którzy tego nie przeżyli, lekceważą to. No bo jak, przecież to nie rani, nic Ci nie będzie! Co można takim ludziom odpowiedzieć? Są całkowicie pozbawieni wyobraźni i empatii. Ból też nie rani. Robiliby coś, co boli ale nie zostawia śladów? "Ale ból to co innego..." - nie, to nie jest coś innego. Jedyna różnica jest taka, że bólu doświadczyłeś, a ataku paniki nie. Wszystkie te super ekstra rady "weź się ogarnij, przełam to"... Przypomina mi się syn znajomego, który chciał iść do wojska. Miał może 5 lat, nie rozumiał, czemu dorośli się tego boją, to pewnie super przygoda by była i w ogóle. Ale jak dowiedział się, że mamy nie bedzie żeby mu buty sznurować, to już nie chciał, już się bał.

OK, podam kilka prób wyjaśnienia, co to są te ataki i skąd się biorą. Nie będzie to zapewne odpowiedź w pełni zadowalająca, ale tez nikt do końca nie wie co to za cholerstwo.

Jeden z typowych mechanizmów - spadek poziomu cukru we krwi, hipoglikemia. Jeśli połączy się to ze stresem (a stresem może być sama hipoglikemia i towarzyszące jej osłabienie), organizm zaczyna odczuwać zagrożenie - wyrzuca do krwi adrenalinę. Ma ona za zadanie podnieść poziom cukru i dostarczyć paliwa do mózgu, aby ten mózg był w stanie pracować. Ale w organizmie jest popsuty mechanizm zwiększania poziomu cukru, pomimo krążącej adrenaliny jego poziom nie rośnie - albo (bliźniaczy mechanizm) rośnie, ale komórki mózgowen nie są w stanie go wykorzystać. Krążąca adrenalina wzmacnia poczucie zagrożenia, mózg domaga się większej ilości cukru, rozkazuje wyrzucić do krwi jeszcze więcej adrenaliny - ale to nic nie daje, dalej odczuwa on "głód". Koło się zamyka.

Mechanizm związany z hiperwentylacją. Jeśli oddychamy bardzo szybko, wyrzucamy z organizmu dwutlenek węgla w zbyt dużych ilościach. Zmienia się pH krwi, zachodzi szereg reakcji, między innymi drastycznie spada poziom fosforu (potrafi zejść do 0,4 przy normie w okolicach 3), sprawia to, że zwiększa się poziom strachu - i zaczynamy jeszcze szybciej oddychać. Według innej, bliźniaczej hipotezy, ludzie z atakami paniki cały czas nieco szybciej oddychają, ale nie zwiększa się to jakoś szczególnie mocno podczas samego ataku. Bardzo dobry sposób na błyskawiczne zatrzymanie ataku to oddychanie przeponą, ale opiszę to w innym rozdziale.

Wyjaśnienie ewolucyjne - dotyczy głównie mechanizmu agorafobii i fobii społecznej, a nie ataku paniki, ale podam jako ciekawostkę. Mamy w organizmie dwa przeciwstawne hormony - kortyzol i DHEA. Nadmiar kortyzolu w stosunku do DHEA sprawia, że czujemy się zagrożeni, nie podejmujemy wyzwań. Być może jest to efekt przystosowania - w stadzie małp (a tak naprawdę jesteśmy małpami) obowiązuje podział ról. Większość osobników nie może się "wychylać". Możliwe, że wysoki poziom kortyzolu właśnie tak ma działać - sprawiać, że będziemy nieśmiali, nie będziemy dążyć do zdobycia wyższej pozycji społecznej (nie będziemy nawiązywać rozmów i tak dalej). Z kolei agorafobia (lęk przed oddalaniem się od miejsca zamieszkania) ma doskonałe wyjaśnienie ewolucyjne - w nowym miejscu małpa w swoim środowisku naturalnym jest narażona na setki zagrożeń - inne małpy, drapieżniki, brak pewnych źródeł pokarmu i tak dalej. Co więcej, to przewodnik stada powinien wybrać moment zmiany "miejsca zamieszkania" stada małp, a nie poślednia małpka z niskim poziomem DHEA.