Nerwica natręctw


Bardzo często jestem pytany o pomoc w nerwicy natręctw. Po wielu latach kontaktu z osobami, którym to dolega, z obserwacji ich oraz z analizy dostępnych badań wyciągam wniosek (mój prywatny - mogę się oczywiście mylić), że akurat ta forma nerwicy ma swoje źródło przede wszystkim w zachowaniu samych chorych. Nie jest ona wywołana zatruciami, niedoborami, chorobami czy co tam kto sobie jeszcze wymyśli. One mają zapewne swój udział w chorobie, ale - w przeciwieństwie do nerwicy lękowej - jest on niewielki.

Jeszcze słówko wyjasnienia, co rozumiem pod pojęciem "natręctwa" - chodzi o zachowania takie, jak wielokrotne mycie rąk, dotykanie klamki przez chusteczkę, wyrównywanie długości kroków do krawężników i tak dalej. Będą to też natrętne myśli, ale takie jak na przykład konieczność dodawania cyfr każdej rejestracji samochodowej, dzielenia wyrazów na sylaby i liczenia w nich liter i tym podobne. Ciągłe myśli o np seksie nie są "natręctwem", podobnie jak chęć zrobienia czegoś - kiedyś na forum zgłosił się człowiek, który miał ciągłe myśli pedofilskie. To zupełnie inna sytuacja i nie podpada pod "nerwicę natręctw".

Opiszę może kilka przypadków, które poznałem osobiście.

Pierwszy - dorosły mężczyzna, około 50 lat. Utrzymuje go mamusia, z tego co wiem, nie umie sobie nawet sam jedzenia przygotować, tylko musi to robić matka. Nie przepracował w życiu więcej niż kilka lat (a może kilka miesięcy, nie wiem dokładnie), spędza całe dnie grając na komputerze.

Drugi - znowu dorosły facet, tym razem około 25 lat. Podobnie jak wyżej, bezrobotny. Spędza swój czas wymyślając coraz to ciekawsze sposoby na życie - raz było to stworzenie komuny, potem jakiś handel rękodziełem (przy zerowej wiedzy jak to robić), próba zostania sportowcem zawodowym przy znowu zerowych predyspozycjach, angażowanie się w walkę ideologiczną o jakieś totalne pierdoły które nikogo nie obchodzą. Dla każdego z jego otoczenia było jasne, że facet ucieka przed życiową odpowiedzialnością w coraz to nowe zabawki.

Na koniec mały dzieciak. Z uwagi na ciężki charakter, odrzucony przez kolegów. Wmawiał sobie jednak, że to on jest wspaniały, a oni beznadziejny. Siedział sam i naburmuszony, wymyślając kolejne wady tych złych, co nie chcieli się z nim bawić.

Wszystkie te powyższe przypadki mają jedną wspólną cechę - te osoby własnymi, błędnymi decyzjami niszczą własne życie. W dwóch pierwszych, dorośli mężczyźni poświęcają cały swój czas i energię na zabawki, chociaż podświadomie bardzo dobrze wiedzą, że za rogiem czai się perspektywa bezdomności, gdy okaże się, że nie mają żadnego wypracowanego zaplecza finansowego, a rodziców zabraknie. Łatwiej jednak wmówić sobie, że jest dobrze, niż iść do pracy. W ostatnim - dzieciak chciałby się bawić z innymi, ale jest zbyt złośliwy. Zmiana siebie jest dla niego zbyt kłopotliwa - łatwiejsze jest przypisywanie innym negatywnych cech.

Przeglądając badania zauważyłem, że na nerwicę natręctw nie działają te rzeczy, które miały efekt w innych przypadkach, na przykład w atakach lękowych czy depresji. Nie zadziałały omega 3, nic nie dała suplementacja cysteiną. W badaniach wykryto różnice w poziomie niektórych pierwiastków (ludzie z natręctwami mieli na przykład niższy poziom cynku), ale nie były one tak wysokie, jak przy innych zaburzeniach.

Reasumując - jeśli ktoś cierpi na tę przypadłość, powinien przede wszystkim przjrzeć się swojemu życiu. Wiem, że łatwiej to powiedzieć, niż zrobić, te trzy osoby o których pisałem były święcie przekonane, że wszystko z nimi jest OK - jednocześnie każdy, kto patrzył na nich z boku widział jak na dłoni, że nie jest. To trochę jak z anoreksją - ważaca 35 kg kobieta będzie się upierać, że jest otyła.

Natręctwa - w moim doświadczeniu, które, podkreślam, jest tylko moją prywatną opinią - biorą się głównie z "wytłumienia" jakiejś potrzeby. Jeśli podświadomie wiemy, że powinniśmy coś robić - jak w powyższych przypadkach, iść do pracy czy zmienić swoje zachowanie ze skrajnie irytującego na akceptowalne, ale tego nie robimy, podświadomie będziemy przekierowywać tę "chęć działania", energię, na inne czynności.

Bardzo ciężko wymienić tu wszystkie możliwe elementy. Może to być życie z toksyczną osobą i udawanie przed samym sobą, że w tym związku wszystko jest OK. Poświęcanie swojego życia dla gier komputerowych. Chęć zmiany pracy, do czego jednak brakuje odwagi. Przebywanie we "friendzone" dziewczny, którą się kocha. Życie w miejscu, gdzie nie ma praktycznie żadnych perspektyw - tu narzuca mi się przykład koleżanki, która wyjechała do UK, gdzie nie ma żadnych przyjaciół, żadnej perspektywy znalezienia partnera, zarabia tylko tyle, że z trudem wystarczy jej na przeżycie i coraz bardziej się starzeje.

Wspólnym elementem jest odrzucenie i wytłumenie w sobie dążenia do czegoś, co jest dla nas bardzo ważne. Chcemy, rozpaczliwie chcemy to zrobić, ale zwycięża strach przed zmianą albo zwykłe lenistwo.

Na forum już setki osób się "wyleczyły" z ataków lękowych, dzięki uzupełnieniu niedoborów i zmianie trybu życia. Opisana na tej stronce terapia ma w ich przypadku bardzo wysoką skuteczność, na palcach jednej ręki drwala można policzyć przypadki, gdy nie zadziałała chociaż w jakimś stopniu. Z drugiej strony - nie przypominam sobie w tej chwili nawet jednego przypadku, gdy suplementy wyleczyły kogoś z natręctw. Przypuszczam, że gdyby spróbowało więcej osób, komuś w końcu by się udało, na pewno są chorzy u których to niedobory sprawiają, że pojawiają się zachowania obsesyjne, ale póki statystyka pokazuje, że jest ich o wiele mniej, niż w przypadku nerwicy lękowej.

Spotykałem się z teoriami, że przypadłość ta ma podłoże czysto chemiczne, tłumaczono to tym, że zwiększony poziom hormonów stresu każe "walczyć" za pomocą normalnych czynności, na przykład mycie rąk kojarzy się wtedy z wrogiem i podświadomość każe go "zabić", co wedle tej teorii powinno zniknąć, gdy tylko obniży się poziom stresu ogólnego. Według mnie, nawet jeśli ta teoria jest prawdziwa, odpowiada jedynie za nasilenie natręctw, a nie za ich pojawienie się.